„Słońce wschodzi i zachodzi, i na miejsce swoje spieszy z powrotem, i znowu tam wschodzi”
4 czerwca 2008
Spaceruję. Delikatnie mieszam piasek pod stopami. Jest mokry i ciężki. Nie mogę przesypywać go pomiędzy palcami, to dzienna i słoneczna zabawa. Nie chcę się bawić. Gwiazdy wyłamały okno i mrugają zza postrzępionej firanki chmur. Jedyna pewna rzeczą jest kamień pod stopą. Pod kamieniem anioł ze sznurem pereł w dłoni i koroną cierniową wokół kostki. Wiem co myśli. Tak, ma rację, jeszcze nie czas.