Cena, którą trzeba zapłacić
27 lutego 2010
Wszystko w życiu kosztuje. Nawet jeśli nie w tym momencie, to rachunek zawsze znajdzie adresata. Najgorzej jest płacić za wyobrażenia, za marzenia, za wszystkie te rzeczy, które chciałbyś mieć, a ich nie masz, nie zdobywasz, nie przychodzą, czy jakkolwiek inaczej miałyby się pojawić. Nie myśleć o tym – tak właśnie chciałbym – ogrom braku żywej tkanki nie pozwala jednak. Kalekie myśli sterczą i drwią ze mnie. Taka szeptanka na dobranoc, niekończąca się tęsknota.
Długo rozmawialiśmy
24 października 2009
Śniłaś mi się. Długo rozmawialiśmy. Mocno zwyczajnie. Bez zbędnego słowa, z radością.
Dwadzieścia miesięcy
21 września 2009
Minęło dwadzieścia miesięcy, a wciąż skóra na karku mi cierpnie jak słyszę głos syreny sanitarki. Oddech staje, mięśnie spinają się, w głowie jawi się przerażająca pustka.
I te cholerne pakiety reklamowe – złość budzą, z równowagi wytrącają.
Czasami…
15 sierpnia 2009
… lepiej nie słyszeć, gdy ktoś mówi nie do nas…
Kula
31 lipca 2009
Muszę zainwestować w szklaną kulę – kiepsko idzie mi odczytywanie intencji, zwłaszcza po słowie pisanym…
Marcepan
17 maja 2009
Rozkoszowałem się dziś ciepłym, jakby słodkim wiatrem. Godzinę przed zachodem słońca. Dziwne, jakby smak marcepanu osiadł na ustach.
Sen jest bardziej rzeczywisty niż życie
11 marca 2009
Sen jest bardziej rzeczywisty niż życie. Ciężko patrzeć i nie widzieć nic. Najdotkliwiej boli pierwszy oddech po przebudzeniu…
Z rodzaju: dlaczego…
4 marca 2009
Wryła mi się w pamięc dziecięca twarz. Jasne, niebieskie oczy patrzące na mnie. Odwieczne: “cześć wujek” i niekłamany wyraz radości. Potem ciężkie pytanie szczere tak, jak może o to tylko dziecko zapytać. Z rodzaju: dlaczego… I jak ukryć łzy wzbierające, co odpowiedzieć? Nie pamiętam gładkich, wszystko-i-nic-nie-mówiących słów.
Odejmijcie mi oczy
1 marca 2009
Odejmijcie mi oczy, zabierzcie węch, odetnijcie ręce, zatrzymajcie oddech, słowa zagłuszcie, myśli podepczcie. Nie chcę żadnego dnia bez…
Noc czasami ma zalety
27 lutego 2009
Noc czasami ma zalety: doskonale wszystko słychać, każdy bąbelek gazu wydobywający się na powierzchnię spomiędzy cytryny i lodu, każdą krople uderzającą w parapet, każdą myśl nieznośnie cichą, typowo nocną. Wypływają pokaleczone na wierzch jak ryby, do góry brzuchem. Zawsze można powiedzieć, że brak słów oszczędzi bólu, lecz blade ciała przeczą temu. Za dużo rzeczy stało się nieznośnymi, bolącymi do granic możliwości. Roiłem sobie odpowiedzialność za małoksiążęce myśli. Pomyłka nie boli, obdarty z bezpieczeństwa jaskinią się zasłonię. Noc ma swoje zalety: sprzyja torturze szukania odpowiedzi, niekończącej się misji oczekiwania.