W sklepie

22 stycznia 2009

Dzisiaj w sklepie byłem, takim zwyczajnym, spożywczym, niedużym, osiedlowym. Pani zza lady popatrzyła na mnie i skoro byłem taki blady i bez ducha podała mi myśli na wagę. Zawinęła je starannie w jasny papier i podała w torbie, też papierowej. Bardzo mi ciążyły, niewygodnie wrzynały się w dłoń. W domu w kąt je wrzuciłem, niepotrzebne mi raczej. Jak głupi patrzę na ekran telefonu. Głupi, bo z nadzieją nabrzmiałą. Nadzieja i myśli – tego mam dostatek. Szkoda, ze odpowiedzi braknie, nawet w przepastnej studni echo jej nie niesie.

Skomentuj

*