Miraże
10 stycznia 2008
Z każdym dniem, każdą godziną, minutą, sekundą jestem coraz bliżej szaleństwa.
- Nie – powiedziałem oddechowi zassanemu do płuc.
- Nie – powtórzyłem myśli przelotnej zaprzeczającej pierwszemu zaprzeczeniu.
Im dłużej o tym myślałem, tym mniej wierzyłem sobie. Czy mogę sobie wierzyć? Roję sobie miraże cudowne, tak bliskie i niemal uchwytne, że boję się oddychać. Magiczna wizja…
I żyję – nie przestaję – by marzyć.
Skomentuj