Zmysły
26 listopada 2007
No początek wzrok… Rozświetlił się do granic możliwości. Ogień z oczu przeszedł na moje serce z letargu nagle rozbudzone. Dzika radość, uśmiech w duszy…
Później węch… Ten zapach poznałbym na końcu świata. Nie przeszkadza mi, że nie potrafię go nazwać, bo wiem do kogo należy. Zawsze gdy nadchodzi czuję rozkoszne dreszcze hasające po karku…
Dotyk… Przelotny, taki od niechcenia, ale najsensowniejsza i najbardziej upragniona rzecz od tygodni. Każdy oddech mi przypomina o tym i krzyczy: jeszcze…
Walizeczka czeka, napełnię ją szczęściem malutkim…
4:04 – czas na sen, czas na życie.
Skomentuj